Pora roku sprawia, że mam coraz mniej czasu, mimo że tak naprawdę powinnam go mieć od groma. Jeśli już przymuszona jestem do porannej pobudki to, gdy wstaję jest jeszcze ciemno. A kiedy w końcu, wymęczona i słaniająca się na nogach, opuszczam jakże wspaniały (o zgrozo!) budynek uczelni jest już ciemno. Ale czekolada Lindta na to pomaga ;) Pomaga też przepyszna Marcepanowa Mocha w Cafe Club z własną imienniczką. Espresso, mleko, syrop orzechowy, bita śmietana i duża ilość pokruszonego marcepanu. Ochy i achy. A dzisiaj kino :)
To ostatnio mój ulubiony makaron. Kiedyś w obliczu braku kulinarnej weny, czyli stojąc przed pytaniem pt. "Co ugotować dzisiaj na obiad?" przeglądałam przepisy na różnych stronach internetowych. Na Kwestii Smaku znalazłam inspirujący przepis i trochę go zmodyfikowałam.
Sam makaron to Trottole, kupiony w Lidlu w trakcie Włoskiego Tygodnia, ale jadłam też wersję ze spaghetti czy fusilli - nie ma to większego znaczenia. Ser pleśniowy też zależy od upodobań. Lazur, Gorgonzola czy sobie kto zamarzy.
Na 2 osoby:
200 - 250g makaronu
15dag sera pleśniowego
1-25 dag pieczarek
śmietanka 18%
opcjonalnie serek topiony
pieprz, czosnek, oliwa
rucola
parmezan
Lekko podsmażyć pieczarki, wrzucić czosnek, sery, chwile potrzymać na patelni i zalać śmietanką, posypać pieprzem..
Makaron ugotować al dente, odcedzić, wrzucić z powrotem do garnka, postawić na malutkim ogniu, wlać odrobinę oliwy i dodać poszarpaną rucolę. Gdy sos zgęstnieje przelać do garnka z makaronem i wymieszać. Przełożyć na talerze i posypać parmezanem.
niedziela, 21 listopada 2010
piątek, 12 listopada 2010
"zjadłbym coś słodkiego"
Późny, leniwy niedzielny wieczór. Za oknem już ciemno, mimo że jest jeszcze wcześnie.
- Zjadłbym coś słodkiego, wiesz? – mówi.
Ja też, ale nie ma nic schowanego w kuchennych szafkach. Ale, ale. W lodówce płat francuskiego ciasta. W szafce puszka brzoskwiń. W koszu przewiązanym czerwoną wstążką, stojącym na parapecie, jedno jabłko.
Kroję jabłko i brzoskwinie na ćwiartki. Zawijam w kwadraty francuskiego ciasta, smaruję rozbełtanym jajkiem, posypuję cukrem.
Wstawiam do piekarnika i niebawem w całym mieszkaniu unosi się aromatyczny zapach. I jest coś słodkiego. Banalnie proste, a jakie pyszne.

- Zjadłbym coś słodkiego, wiesz? – mówi.
Ja też, ale nie ma nic schowanego w kuchennych szafkach. Ale, ale. W lodówce płat francuskiego ciasta. W szafce puszka brzoskwiń. W koszu przewiązanym czerwoną wstążką, stojącym na parapecie, jedno jabłko.
Kroję jabłko i brzoskwinie na ćwiartki. Zawijam w kwadraty francuskiego ciasta, smaruję rozbełtanym jajkiem, posypuję cukrem.
Wstawiam do piekarnika i niebawem w całym mieszkaniu unosi się aromatyczny zapach. I jest coś słodkiego. Banalnie proste, a jakie pyszne.


Subskrybuj:
Posty (Atom)